Książki i trudna lekcja

Miniony weekend w Waszyngtonie to coroczne święto książek, więc żeby na sześć tygodni przed wyborami oderwać się trochę od kampanii, z radością wybrałam się na spotkania z pisarzami zafundowanymi przez największą bibliotekę na świecie – Library of Congress.

Wszystkie prezentacje były nagrywane i tak jak w latach poprzednich, będzie je można zobaczyć tutaj.



Wcześniej sprawdziłam program i specjalnych odniesień do kampanii nie znalazłam. Nie licząc oczywiście informacji na plakacie, że targom tradycyjnie patronuje Prezydent USA wraz z Pierwszą Damą. Najwyraźniej podobnie jak ja, organizatorzy też chcieli od tematu odpocząć.

Trochę się nawet zdziwiłam, bo Biblioteka Kongresu wydała w tym roku książkę
z plakatami wyborczymi z każdej kampanii prezydenckiej od 1828 r. Wyszła z tego pokaźna kolekcja, w dodatku gotowa do oprawienia. (I wspaniały prezent urodzinowy - dziękuję!)

Wiadomo, że obaj kandydaci w tegorocznych wyborach mają na swoim koncie zabawę z piórem. Dwie książki Baracka Obamy (autobiografia „Dreams of My Father” i „Audacity of Hope”) choć wydane wcześniej, bestsellerem stały się podczas kampanii 4 lata temu.

Mitt Romney nie odstaje bardzo na tym polu od urzędującego prezydenta. Księgarniane witryny wystawiają jego ostatnią książkę: „The Case for American Greateness”. Czasem uśmiecha się jeszcze z okładki wcześniejszej: „Turnaround: Crisis, Leadership, and the Olympic Games” z 2004 roku.

Nie wspominając oczywiście niezliczonych książek napisanych O kandydatach.
W księgarni Amazon.com pod wstukaniu „Mitt Romney” pokazuje się niemal tysiąc rezultatów. Hasło „Barack Obama” generuje ponad 12 tysięcy! I pomyśleć, że podczas poprzedniej kampanii, na rynku była tylko jedna jedyna biografia na temat ówczesnego kandydata na prezydenta Baracka Obamy napisana przez niemieckiego korespondenta Christopha von Marshalla “Barack Obama – Czarnoskóry Kennedy”. Nie ma to jak perfekcyjny timing autora.

Prezydent Obama oprócz swoich dwóch książek, po studiach pisał podobno opowiadania. Być może wyciągnie je jeszcze z szuflady i kiedyś opublikuje. Pytanie czy będzie miał na to czas za 4 lata czy też wcześniej. Kto wie, może nawet zaproszą go jeszcze kiedyś na festiwal.

Zupełnie od tematu kampanii oczywiście uciec się nie dało. Urodzony
w Dominikanie młody pisarz Junot Diaz, który swoim ostrym jezykiem do namiotu pod hasłem „proza i poezja” przyciągnął tłumy (i mnie), nie mógł się powstrzymać od niewinnych wstawek typu: Gdyby Toni Morrison znała Mitta Romney’a… Tłum w śmiech. Tak wiec choć kampanii oficjalnie na targach nie było, to jednak była. Kto wie, czy nawet nie było jej więcej niż mogłoby to się wydawać. Diaz to przedstawiciel młodych Latynosów, którzy podobno
w tegorocznych wyborach mają mieć decydujący glos…

Wieczorna krótka porcja telewizyjnych newsów potwierdziła, że nic nowego
w weekend w wyborczo-medialnym świecie się nie wydarzyło. Największym zaskoczeniem weekendu okazała się… niespodziewana tragedia w narodowym zoo, gdzie zmarła urodzona zaledwie tydzień temu panda.

Cala Ameryka oglądała jej pierwsze chwile.

Smutna wiadomość zastała w niedzielny poranek w zoo wiele rodzin, które specjalnie przyszły z dziećmi zobaczyć maleństwo. Nie obyło się więc bez łez. Rodzice nie spodziewali się, że w słoneczny weekend będą musieli odrobić zupełnie inną lekcję i odpowiadać na pytania pociech dlaczego małej pandy już nie ma…
Trwa ładowanie komentarzy...