Gdzie dwóch się bije, trzeci… się poci

Piszę jeszcze te słowa na kilka minut przed pierwszym telewizyjnym starciem kandydatów na prezydenta USA. To od rana w mediach temat numer jeden i w zasadzie tylko jeden.

W porannym programie Morning Joe msnbc usłyszałam, że to najważniejsze półtorej godziny w tych wyborach. Zresztą wszędzie to samo. Od tygodni z obu stron gra pod tytułem „zaniżanie oczekiwań.” Prezydent Obama wychwala umiejętności przeciwnika i skromnie dodaje, że on jest „tylko OK”. Sztab republikanów podkreśla, że to będzie pierwsze tego typu wystąpienie Mitta Romney’a. Obama ma przewagę, bo ma doświadczenie – wiadomo.



Do rana polskiego czasu specjaliści zdążą już pewnie rozłożyć debatę na czynniki pierwsze i ogłosić zwycięzcę na dziesiątki sposobów. Dojdą sondaże. Komu w dół, komu w górę i o ile. Nie pierwsze i nie ostatnie. No i zacznie się odliczanie dni do kolejnych dwóch debat.

Ale kiedy dziś miliony Amerykanów usiądą przed telewizorem, oprócz startujących do Białego Domu test swojego życia będzie przechodził jeszcze trzeci bohater: dziennikarz telewizji PBS Jim Lehrer. I będzie to już dwunasty taki test w jego życiu. Rola pozornie prosta – zadawanie wcześniej przygotowanych pytań. Dzisiejszy Washington Post poświęca roli moderatora osobny artykuł pod tytułem „Trudniejsza niż się wydaje” i opisuje niewyobrażalną presję, na którą skazany jest moderator, a także towarzyszący mu strach, aby pozostać w cieniu i swoim zachowaniem nie spowodować sytuacji, która może zaważyć o wyniku wyborów. Sam Lehrer porównuje moderowanie do „spaceru po ostrzu noża” i swoje doświadczenia opisuje w książce pod tytułem „Tension City”. Po dobrze poprowadzonej debacie, widzowie mają go w ogóle nie pamiętać.

Artykuł Washington Post

Przyznam, że korciło mnie, aby obejrzeć debatę wśród Amerykanów. Zwłaszcza, że zwolennicy obu kandydatów gorąco zapraszali na wspólne oglądanie w swoich domach i (jak obie strony zapewne liczą) świętowanie. Wystarczy w aplikacjach kampanii wpisać swój kod pocztowy by znaleźć „imprezy” w okolicy. Ale doszłam do wniosku, że reakcji i jednych i drugich i tak nie zobaczę bo się nie rozdwoję, więc debatę obejrzę z przyjaciółmi – Europejczykami. I to wcale nie dlatego, że zapowiedzieli fondue.

Czas więc usiąść wygodnie. Fondue już pachnie. Komentatorzy przypominają jeszcze, że Amerykanie za chwilę będą oglądać przyszłego prezydenta Obamę lub Romney’a, który musi zdobyć ich serca.

Kamery pokazują już siedzącą na sali Pierwszą Damę – Michelle Obamę, która nigdy nie przypuszczała, że tak właśnie spędzi 20 rocznicę ślubu.
Trwa ładowanie komentarzy...