Jednak nie pobiegną

http://www.ingnycmarathon.org
Nowojorski maraton, który miał wyruszyć w niedzielę, od kilku dni budził skrajne emocje.

Z jednej strony miał być symbolem niesamowitej siły miasta, które podnosi się po tragicznych spustoszeniach huraganu Sandy. Z drugiej zaś, ludzie dotknięci tragedią nie mogli uwierzyć, że miasto zaangażuje tysiące policjantów
i wolontariuszy w organizację biegu, kiedy oni stracili wszystko i do pomocy potrzebują każdej pary rąk. Maraton ostatecznie odwołano.


Szkoda biegaczy, którzy przygotowywali się do biegu od miesięcy i wielu przemierzyło pół świata by przekroczyć słynną metę. Choć wielu zgadza się
z decyzją, słychać też krytykę, że podjęto ją dopiero w ostatniej chwili.

Ale jeszcze trudniej oglądać relacje zziębniętych ofiar, od czterech dni bez domów, bez prądu, niepewnych czy i kiedy uda im się dojść do siebie i normalnie żyć.
Serce ściska słysząc historię kobiety, która po wyjściu z zepchniętego przez huragan samochodu, przez kilka godzin trzymała się drzewa z dwójką małych dzieci, a kiedy wreszcie udało jej się dotrzeć do najbliższego domu z nadzieją na schronienie – sam przerażony właściciel jej nie wpuścił. Zabójcza fala porwała synków. Liczba ofiar w regionie z każdym dniem rośnie. Tragicznych historii jest co najmniej 97 – bo tyle jest ofiar na dziś. Nikt nie wie, czy jest to ostateczny bilans.

Mieliśmy szczęście, że z Waszyngtonem "Sandy" obszedł się dużo łagodniej
i oprócz resztek powalonych drzew, dziś nie widziałam już po nim ani śladu. Nowojorski maraton pewnie znów przyciągnie tłumy w przyszłym roku (może i ja się zdążę przygotować?), ale smutny jakiś będzie ten nadchodzący wyborczy wtorek.
Trwa ładowanie komentarzy...